Wracamy
Jakiś czas temu żegnałem się z moimi czytelnikami na, jak mi się wtedy wydawało, dłuższy czas. Pomyślałem wtedy, że może wypadało by podać przynajmniej zachowujące pozory racjonalności powody takiej decyzji. Jednak po zamknięciu bloga, nie było już takiej możliwości i moje szanse na wytłumaczenie takiej a nie innej decyzji były praktycznie równe zeru. A złożyło się na decyzję o dłuższej przerwie przynajmniej kilka czynników, wśród których moja przymusowa acz czasowa emigracja jest jednym z wiodących. Czasu na zdjęcia jest naprawdę niewiele, a już na prowadzenie bloga prawie wcale. Przynajmniej tak mi się wydawało. Raptem… do dobra, nie tak raptem, bo to dojrzewało we mnie już od jakiegoś czasu. Lecz obecnie definitywnie mogę stwierdzić – żyję i mam się dobrze!
Mało tego, blog także wraca do życia. A w tzw “międzyczasie” (choć pewnie moja pani polonistka wyklęła by mnie za ten neologizm) działo się także i fotograficznie. Bo nawet w sytuacji, kiedy jestem w Polsce tylko 2 dni w tygodniu, od mniej więcej piątku po południu do niedzieli rano, to pasja fotograficzna nie daje o sobie zapomnieć. To wcale nie takie proste kompletnie zapomnieć o zdjęciach. Fotografia mentalna nie daje zapomnieć. Nawet bez aparatu ciągle postrzega się świat kadrami, ciągle po głowie chodzą przesłony, czasy, ISO.
Poza tym fotografia, jak każdy nałóg, daje klasyczne objawy odstawienne. Jestem palaczem, więc wiem o czym mowie. Fotografia działa tak samo:
- Godzina po sesji – faza pre-euforyczna. Wracasz do domu i jesteś pewien, że zrobiłeś właśnie sesję życia. “Szympansujesz” w ekranik aparatu i poszukiwaniu ulubionych zdjęć z sesji. Gorsza sprawa jeśli wracasz do domu samochodem, gdyż przeglądanie zdjęć w czasie jazdy (choć i tak to zrobisz, mimo moich przestróg) grozi śmiercią lub trwałym kalectwem. Zgubiłeś lampkę i 2 wyzwalacze, ale jakoś ci to (jeszcze) nie przeszkadza. “Jest wojna, są straty” – myślisz – “Ważne, że foty są zajebiste!”
- 2 godziny po sesji – faza euforyczna. Po zgraniu materialu na komputer ostatecznie przekonujesz się, że to była twoja sesja życia. Wszystko jest idealne, nawet 2 statywy, śmietnik i 3 emerytów w kadrze ci nie przeszkadza. “To się wytnie na Szopie” – myślisz. Robisz sobie kawę, mimo, iż minęła właśnie 12 w nocy, bo pewnie do 6 rano posiedzisz nad obróbką. Tylko czemu ten Szop tak wolno działa. Gdyby był 2 razy szybszy, obrobiłbyś przez nockę 2 razy więcej zdjęć. “Za następną wypłatę kupuje procek i7 i trylion ramu. Albo nie, pół tryliona i tą nową eLke 24-70, która wychodzi na lato”. Godziny płyną… (w alkoholizmie to faza ostrzegawcza – przerwa w życiorysie)
- 3 dni po sesji – faza pierwszych symptomów odstawienia ze zdecydowanie negatywnymi wrażeniami. Nic ci się nie podoba. Do bani była ta sesja. Kadry jakieś słabe, ostrość kompletnie siadła. Gdybyś miał lepszy obiektyw, pewnie byłoby znacznie lepiej. Chyba musisz jeszcze poćwiczyć, może jakieś warsztaty, tyle tego teraz na rynku. Może do Grega, on ma wszędzie. No mogłeś tej sesji nie robić, lepiej byś się czuł, a tak to wstyd i niesmak. Ani to pokazać na digarcie bo obciach, ani nic. Na fejsa spoko, tam cie lubią to zalajkują, ale na forum canona to cie zjedzą za te aberracje…
- Tydzien po sesji – pełna faza odstawienna z elementami pogodzenia się z rzeczywistością. No dobra, nie była taka zła ta sesje, ze 3 zdjęcia są spoko. Nawet jedno ci się bardzo podoba, 2 są OK, a jeszcze ze 3 ujdą. Nie no, bez jaj, nawet się udało. Tylko pasowało by coś zrobić nowego… Przeglądasz flickr, 500px i 1x w poszukiwaniu inspiracji
- 2 tygodnie po sesji – faza “zjazd”. No kurde pasowało by zrobić jakąś sesję. Tak dawno nie robiłeś zdjęć. Pewnie już dawno zapomniałeś jak to się robi. Wypadłeś z obiegu, pewnie nawet nie będziesz pamiętać jak się kadruje. No koniecznie musisz coś zrobić. Tylko kiedy? I z kim? Przeszukujesz fora, publikujesz ogłoszenia. Przechodząc przez park spostrzegasz jakie tam jest fajowe światło. Tak by tam pasowało tylko dobłysnąć jedną lampką, ustawić modelkę pomiędzy tymi fajnymi gałęziami, a słoneczko zakontruje na włosy. Albo tu, na tej ulicy, można by zrobić szerokim kątem ze słońcem na ramieniu modela. Oj zrobiło by się sesje. Jakoś tak głupio bez aparatu.


Z wizytą u Lary Jade
Jako, że co tydzień od niedzieli do piątku rezyduję w “Jukeju”, mogłem wreszcie zrealizować swój plan, który już od dłuższego czasu kłębił mi się w głowie – uczestniczyć w warsztatach organizowanych przez jedną z najlepszych fotografów mody, Larę Jade. Od dawna podziwiam jej postrzeganie świata, pomimo, iż jej podejście do technicznych aspektów fotografii jest diametralnie różne od mojego. Lara to impresjonista, który pracuje głównie ze światłem zastanym, potrafiąc wyciągnąć z niego to, co najlepsze. Ja natomiast jestem maniakiem błyskania, a każda próba przekonania mnie to sesji z naturalnym oświetleniem najczęściej kończy się karczemną awanturą. Pomyślałem zatem, że coś ciekawego może narodzić się z takiego połączenia i taki krnąbrny entuzjasta strobów, może się czegoś nauczyć. Przede wszystkim jednak zależało mi na poznaniu Lary i zdobyciu inspiracji, podglądnięciu jak ona pracuje, jak kreuje swoje sesje, jak pracuje z ekipą. Bo to dla mnie było sprawą priorytetową. Błędem jest w moim przekonaniu wybieranie się na warsztaty w przekonaniu, iż nauczy się na nich technikaliów, nagle przez parę godzin zdobędzie się wiedzę techniczną, która umożliwi przeniesienie się na “następny level”. Takie cuda to tylko w Erze :) Jeśli natomiast nastawiamy się na to, iż będzie nam dane podglądnąć pewne aspekty pracy tutora, spotkać go, porozmawiać o swoich inspiracjach, namówić do krytyki portfolio itd, to na 100% znacznie więcej wyniesiemy z takich warsztatów.
A Lara to kopalnia inspiracji, przynajmniej dla mnie. Szczególnie, że było mi dane pracować w naprawdę małej grupie .Nie lada gratką dla mnie była także ocena mojego portfolio, gdyż Lara w sposób otwarty i szczery potrafiła doradzić mi, w czym jestem dobry jej zdaniem, nad czym powinienem popracować, a co kompletnie zarzucić. To naprawdę ważny krok w rozwoju fotograficznym i każdego zachęcam do pokazania swoich prac komuś, kogo podziwiają i właśnie u takich osób (zamiast forumowych haterów) szukać porady i konstruktywnej krytyki. Tym milej było uczestniczyć w tych warsztatach, że creative team, współpracujący w trakcie sesji był naprawdę świetny, począwszy od fryzjera, po wizażystkę, stylistkę itd. Zaowocowało to naprawdę ciekawymi stylizacjami, nawiązującymi do najnowszych trędów mody ulicznej.
Nie powiem, dla maniaków sprzętowych (jak ja) było też parę rarytasów. Otóż sesja odbywała się w Hasselblad Studios, zatem mieliśmy pełny dostęp do Hasselblad H4D z przystawką 40Mpix i kompletem obiektywów. Jako, że ten duży, drogi i ciężki kawał sprzętu budził respekt i przestrach wśród uczestników warsztatów, niespecjalnie chcieli oni używać go w trakcie zdjęć, traktując go z należytym nabożeństwem. Właściwie to wśród większości uczestników, bo zapewne nie we mnie – ja z niekłamaną radością i nie zważając na ciężar tego cholerstwa, przez większość czasu fotografowałem sobie tymi cudami. Większość zdjęć z tego wpisu zresztą pochodzi właśnie z owego “cacka”.
Przyszedł także Canon w odwiedziny, pokazując 2 body – 1dX i 5d Mark III, jakies nowe obiektywy, m.in. 24-70 oraz nową lampę. O tych cudeńkach jednak napiszę w osobnym poście, gdyż także nie omieszkałem poddać swoim subiektywnym crash testom :)

OneLight
Wspominałem już wyżej, że Lara to kompletny minimalista oświetleniowy. Pracuje głównie w plenerze ze światłem zastanym. W studio natomiast preferuje dość oszczędne metody oświetlenia. Zatem większość zdjęć w tym poście to klasyczny OneLight. OneLight z ktorego wychodzę jako fotograf, a od którego odpłynąłem przez lata kompletnie. OneLight do którego jakże miło było wrócić! Tym bardziej, że blog wraca, to czemu właściwie i OneLight nie miałby :)


W prezentowanych tu zdjęciach świeciliśmy jednym softboxem pod kątem około 45 stopni, dość blisko modelki/modelek. Takie światło, mimo, iż bardzo proste jest jednym z najbardziej klasycznych metod oświetlenia, dając możliwość pracy z cieniem i półcieniem. Plusem Hasselblad Studios jest rozmiar planu, który daje możliwość oddalenia modelki od tła nawet o kilka metrów. To z kolei wpływa na ilość światła docierającego do tła i pozwala na kreatywne decyzje dotyczące jego koloru. W naszym przypadku tło było zupełnie białe, natomiast poprzez znaczne oddalenie zrobiło się ciemno szare, zgodnie z regułami prawa odwrotności kwadratów. Jest to naprawdę prosty setup, pozwalający jednak na wiele eksperymentów i skupienie się na kadrach, pozach modelki, klimacie zdjęć. Z czystym sumieniem zatem polecam OneLight każdemu, kto zaczyna przygodę z oświetleniem, tak w studio jak i w plenerze. Bo to najprostsza droga do zrozumienia oświetlenia. Kiedy opanuje się jedno światło w plenerze, bardzo łatwo dodać drugie, które jest w pakiecie – słońce, tak aby współpracowało z nami w tworzeniu zdjęcia. A potem już tylko kolejna i kolejna lampka :)

Indie
W najbliższych dniach mam zamiar spełnić kolejne swoje marzenie fotograficzne – wybrać się do Indii. Tylko ja, moja żona, aparat, jedna mocna lampa plenerowa i wiejskie tereny Rajasthanu. Obserwacja prawdziwego życia, fotograficzny portret tych okolic, strobistyczne podglądanie innych kultur. Strasznie cieszę się na ten wyjazd i wiąże z nim spore nadzieje. Nie omieszkam zatem podzielić się swoimi wrażeniami (i oczywiście zdjęciami) zaraz po powrocie z tego foto-urlopu. Tymczasem “Lukasz Piech Blog Strobistyczny” uważam za (ponownie) otwarty!


napisał Lukasz
33 komentarze
Sławek - Wiedzialem, że to się tak nie skończy… Kawał dobrej roboty – cieszymy się z powrotu! :)
Kalina - Bardzo przyjemnie się czyta. Gratuluję lekkiego pióra. Przyznaję, że miewam podobne etapy po sesjowe. Obecnie mam stan poszukiwania i oczekiwania na “sesje życia”. Trudny okres, który tłumię powrotem do zdjęć natury czyli tego od czego zaczęłam swoją przygodę z fotografią.
Tak jak Ty, zastanawiam się czasami- może jakies warsztaty, może ktos coś podpowie, moze ktoś naprowadzi … itd. Technicznie jestem zupełnym laikiem. W studio pracuje tylko z jedna lampą podobnie jak Lara tyle ze daylight. Gubię się w tych wszystkich lampkach i błyskach. Wiem że musze trochę wyjść w plener choć boję się okrutnie. Mam za soba jedna sesję plenerową , ale niestety okazała się być nie tą zyciową ;-). Trzeba próbować – wiem i pewnie będę.
Zafascynowana jestem za to Twoją wyprawą do Indii i owocem tej wyprawy. Fantastyczne zdjecia z jedna lampą :-). Świetny klimat, techniczne doskonałe!!!!!!!!!!!. Piękne zwyczajnie. Gartuluję. Kalina Kocowska
Kuba - Łukasz bardzo sie cieszę, że blog wraca, piękne prace prezentujesz, mam Twoją strone od dawna w ulubionych i z wielką przyjemnością bedę tu nadal zaglądał.
Bartosz Mizera - Miło słyszeń, że znów z niecierpliwością będziemy oczekiwać na nowe wpisy na Twoim blogu. pozdrawiam
LukaszR - Witam z powrotem Profesorze. Zdjecia oczywiscie miazga – szczegolnie pierwsze :)
Dariusz - … wiedziałem :)
Od Avatara do Elegancika | Jacek Korzeniewski Fotografia - [...] Pozwolę sobie zamieścić tutaj tylko fragment wpisu Łukasza. Do przeczytania całości zapraszam TUTAJ. [...]
Jarek Milewski - No! Ulżyło mi. Wiatr w żagle i płyń poza horyzont.
Pawel - genialne zdjecia jak zwykle. po prostu klasa. fajnie ze wrociles!
Raf Kuczowicz via Facebook - Swietne opisanie “faz”, najgorsza to ta ostatnia faza “zjazd”, gdzie kazdego dnia powtarzamy sobie wkrotce zrobie zajebista sesje. Indie – brzmi jak projekt ala JoeyL, ja mysle o kilkumiesiecznym wypadzie do Gruzji.
Wojtek Karas via Facebook - …alleluja…
Marek Hildebrandt via Facebook - Z pewnością wieeeele osób się ucieszy :)
Dn Dnphotography via Facebook - i ja się cieszę, że będzie co poczytać
Krzysiek Kuśmierek via Facebook - Świetny wpis :) Fajnie, że wróciłeś i całkowicie się zgadzam co do “nałogu” :) Pozdrawiam serdecznie!
Ewelina Szajnar Make-Up via Facebook - w koncu! :)
Lukasz - Nie tsak latwo odstawic bloga, to jest jak narkotyk! :)
Przemek - Hehe
Wiedziałem, że na dobre nie zamkniesz bloga. Zresztą nigdy nie napisałeś tego wprost :) A jak na FB pisałeś jakiś czas temu, że trza wracać do bloga to już zacierałem ręce… Bo lubię czytać Twoje teksty. O zdjęciach nie wspomnę.
Paweł - Fotografia - I tak zrobię, jak tylko czas pozwoli i będę robić jakąś sesyjke tylko dla siebie ;)
Lukasz - Jasne, OneLight z blenda to jest to :) Nie skupiasz sie na swiatlach tylko na zdjeciach. No i noszenia mniej :)
Paweł - Fotografia - Ale się ucieszyłem, gdy na FB przeczytałem że wracasz!
Znów będzie co czytać :)
A OneLight chyba któregoś dnia wypróbuję, albo raczej OneLight+Blenda ;)
Przynajmniej mało do noszenia ;)
Darek - No w koncu !!! ;)
Gośc okazuje się że Żyje…mało tego miewa sie calkiem dobrze to cieszy :D:D:D ;)
Lukasz - Pawel – to jest dobry pomysl :)
Paweł_Sroka - yeeee!!!!
Super bardzo się ciesze.
btw może pomyślisz o relacji z pakowania się do Indii (chodzi oczywiście o sprzęt – takie małe “What is in my camera bag?”)
Mendosław Upierdliwy via Facebook - Cieszę się że Twój blog wraca. :)
Sebastian Gryszpanowicz vía Facebook - opis faz, jakbym widział siebie … dokładnie tak to wygląda ;)
Jacek Rembowski via Facebook - btw ciekawe kto Ci tak brzydko napisał że Cię %$#@… :-)
Agnieszka Kłosińska via Facebook - kobieta bez skazy ;)
Bartłomiej Frączyk via Facebook - foty w większych rozmiarach budzą respekt :) czy tam szacun… ;-)
Jarek Mikus via Facebook - holy shit, ale foty!:D
Jacek Rembowski via Facebook - Synu! Witaj w domu! ;-)
Igor Wojtkowiak via Facebook - Yeah!
Krzysztof Marciniak - Noooo – kurna w końcu !!!! Zajefajnie że znowu blogujesz !!! Piech RULEZZ!!!
Ania - Wreszcie!!