
Upały
Ponoć rekordowe, żar leje się z nieba. W czwartek, kiedy robiliśmy tą sesję, był najcieplejszy dzień tego lata. Klimat iście indyjski. Nic tylko taplać się w wodzie! Może to przyniesie trochę ochłody.
Razem z Piotrkiem, Mirkiem, Julią i Asią wybraliśmy się więc do Dobczyc, gdzie chłopaki mają swoją prywatną plaże! Widoki przepiękne, pusta, piękna plaża zachód słońca. Pierwsza moja myśl kiedy tam przyjechaliśmy:
“Jest pięknie, warto było tu przyjechać nawet jeśli całkowicie zmaścimy tą sesję”
Na szczęście z takimi fotografami, doskonałą modelką i niezmiernie zdolną wizażystką, ciężko było nie zrobić choć kilku ciekawych zdjęć.

Czas zastany, dziura od błysku
Wiele osób pyta mnie jak robić zdjęcia w plenerze. Spotykam się często z błędnym myśleniem o relacji światła zastanego i błyskowego w plenerze. Wielu z Was próbuje robić zdjęcia przy zachodzie słońca nawet z czasem 1/250 sekundy a uciekające światło ratuje podkręcaniem ISO. W takich zdjęciach należy zapamiętać jedną zasadę – to czas kontroluje ilość światła zastanego w scenie, a przesłona ilość światła błyskowego przy stałym ISO. Załóżmy ze jeszcze przed zachodem słońca ustaliliśmy sobie ISO na 100, przesłonę na f8 i czas 1/200. W takich warunkach balansuje nam się błysk ze światłem zastanym. Słońce w międzyczasie zachodzi i zastanego mamy coraz mniej. Potrzebujemy więc otworzyć przesłonę na dłuższy czas, tak aby te resztki światła mogły ładnie eksponować nam tło. Wartość przysłony nie zmieni się ponieważ błysk trwa ułamki sekund i nie wpływa nam kompletnie na oświetlenie zastane. I tak w miarę tego jak dzień odchodzi a zaczyna królować noc, wydłużać musimy czas coraz bardziej (nie zmieniając przesłony). W moim przypadku czasy były nawet rzędu 1/8 sekundy! Można oczywiście podkręcać ISO ale wtedy po pierwsze wpływamy tak na światło zastane jak i błyskowe (i musimy w trakcie sesji regulować moc lampy, co przy ograniczeniach czasowych nie jest zbyt praktyczne), a po drugie wprowadzamy szum matrycy do zdjęcia.
Ale co z poruszeniem? 1/8 to jednak kawałem czasu
Owszem, ale pamiętać należy, że błysk, który trwa ułamki sekund, zamraża nam modela na pierwszym planie. Więc specjalnie nie musimy obawiać się o poruszone zdjęcia nawet przy 1 sekundzie. Jasne, jeśli akurat wróciliśmy z imprezy, to nasze ręce mogą nie być takie pewne. Ale jeśli zastosujemy technikę, polegającą na tym, iż robimy 2-3 takie same ujęcia, jedno z nich na 100% wyjdzie ostre. Spróbujcie!

Rozmiar ma znaczenie
…i nie tylko tego o czym teraz myślicie. Także żeby było miekko i przyjemnie, musi być duży…
Ok, już bez podtekstów – co decyduje o tym, że dany modyfikator daje nam miękkie lub twarde światło? Widziałem wielu fotografów, którzy przekonani byli, że mini softbox 10 centymentrowy, założony na lampę aparatową, tudzież chusteczki nakładane na taką lampę, czy inne tego typu patenty, zapewnią odpowiednio miękkie światło. Niestety, to tak nie działa. Modyfikator będzie tak miękki jak jego relatywna wielkość w stosunku do modela. Relatywna – czyli nawet bardzo duży softbox, ustawiony daleko od modela, jest relatywnie mały. Błyskanie więc przez wielką oktę z 10metrów mija się kompletnie z celem. Softbox odpowiednio duży i ustawiony odpowiednio blisko, jest nam w stanie zapewnić pochlebne, miękkie światło na fotografowanym modelu. Dlatego też np wąskie snooty dają nam ostre, konrastowe oświetlenie, pełne cieni, a moja 180-tka oblewa pięknie światłem. Nie chcę nikogo obrażać, chyba tylko siebie, ale nazywam tą oktę światłem dla debili!
Dla debili? Ale nie jest ważny tylko rozmiar, ale co się z TYM robi
Wiem, wiem, brutalne porównanie, ale chodzi mi o to, iż odpowiednio ustawiona, w każdym przypadku da nam dobre światło. odpowiednio, czyli oświetlając to co chcemy a pozostawiając w cieniu pozostałe fragmenty. Strzelanie nawet z takiej okty na wprost, blisko osi obiektywu, nic nam nie da!

A racja – nie było o setupie
No tak – warunki zmienne o czym pisałem. Przy moim ulubionym ISO 50 i przesłonie f4 (z założonym filtrem polaryzacyjnym na obiektyw 17-40, który ogranicza dostęp światła o ok 2 działki przesłony) startowałem z czasami rzędu 1/160 sekundy. Skończyłem na czasie aż 1/8s. Zaświeciliśmy Quantuumem 600 Ws na pełnej mocy z założoną oktą 180cm, oraz na kontrę dwoma lampami SB-24 na połowie mocy, z pełnymi filtrami CTO, tak aby udawały trochę blask słoneczny.
Zdjęcia robiłem obiektywem 17-40 z dość niskich kątów, musiałem więc nieco taplać się w wodzie, kłaść się do niej i jak nigdy uważać na sprzęt. Nie chciałbym w końcu aby aparat wylądował w wodzie, od której dzieliły go dosłownie milimetry. No i oczywiście lampy stały na statywach …. w metrowej wodzie. Z perspektywy czasu, krew mi się mrozi w żyłach jak na to patrze!!!


napisał Lukasz
43 komentarze