
Miasto kontrastów
Odwiedzając Mumbai w Indiach nie można pozbyć się wrażenia, że jest to miasto ekstremalnych kontrastów. W mieście, w którym mieszka 19 milionów mieszkańców, spotkać można jedne z najlepszych na świecie hoteli, których strzeże ochrona z kałasznikowami, a także jedne z największych na świecie slumsów. Przepych rezydencji z basenami miesza się z fetorem ubikacji na otwartym powietrzu i niedopalonych zwłok. Tu na wiecznie zatłoczonych ulicach, na których wszyscy trąbią, spotkać można najdroższe Mercedesy i biedaków na słoniach. Tu siedziby mają największe firmy – Siemens, IBM, Accenture czy Capgemini. Ale tutaj też na każdym rogu spotkać można żebraków, którzy mieszkają na ulicach całymi rodzinami, których jedynym źródłem utrzymania jest ulica a jedyną żywicielką – koza.
To dziwne miasto, pełne ludzi, tętniące życiem. To miasto w którym znajduje się największa pralnia na otwartym powietrzu. To miejsce “Bramy do Indii”, które otwierało Indię na Europe. To mieszanka kultur i religii – hinduizmu, islamu, sikhizmu. To centrum technologii i usług informatycznych w Indiach. Istny tygiel.
Mój Mumbai
Dla mnie niestety Mumbai był głównie biznesowy – pojechałem tam w delegacje. Jednak w weekend, zwłaszcza że miałem do dyspozycji kierowcę, udałem się na wycieczkę po mieście. To nie było takie proste jak myślałem, zwłaszcza, że upał i wilgotność w okresie przedmonsunowym jest nie do zniesienia dla mieszkańców Europy, dawały się mocno we znaki. Z miejsca podarowałem sobie typowe atrakcje turystyczne miasta i poprosiłem kierowce o pokazanie mi prawdziwego życia. On ciut obawiał się o mnie i moje zdrowie, bo dla europejczyka z aparatem, spacery po slumsach nie są nigdy niczym rozsądnym ani bezpiecznym. Zresztą poczułem czujny wzrok mieszkańców już od wejścia na teren zamieszkiwany przez najbiedniejsze warstwy Mumbaju. Początkowo – trema. Co tu robić. W jednej ręce aparat, w drugiej statyw z lampą. Wszyscy się gapią… Jakoś tak dziwnie!
No i oczywiście tłumy dzieci, które podążały za mną co krok. Portfel sprawdzałem chyba co 30 sekund… Po kilkunastu minutach strach jednak minął, szybko przysiadłem się do grupki lokalnych mieszkańców i poprosiłem o kilka zdjęć. Okazało się po chwili, że to naprawdę mili ludzie i pomimo warunków w których mieszkają, potrafią zachować pogodę ducha!

W domu!
Zwiedzanie i fotograficzne wycieczki to był NIESTETY tylko poboczny cel mojej podróży do Indii, a jej głównym przesłaniem była praca, raporty, globalne systemy Business Intelligence itd. Chciałbym tam jednak jeszcze kiedyś wrócić, uzbrojony już w wiedzę o lokalnej specyfice, pogodzie i zwyczajach. I być może uzbrojony w ciut więcej sprzętu niż tym razem – wszystkie zdjęcia z tej serii to dzieło mojego 5D z Tarmronem 70-200 i gołą lampą 580 EX II na statywie
Więc setup niezbyt wyszukany, ale jedyny możliwy na pierwszą ekspedycję w nieznane (i to samemu). Więc i tak jestem zadowolony i traktuje te zdjęcia jako rekonesans przed prywatną podróżą![]()

Tronix Eplorer ?
Z nowości studyjno-plenerowych – mam zasilacz TroniX Explorer 1200W. Urządzenie to pozwoli mi na używanie studyjnych lampek w plenerze, więc zapowiada się nieźle. I do tego wyłącznym dystrybutorem tych cudów jest mój kumpel!!! Niestety mój egzemplarz chyba nie działa (sic!!!) ale jutro dostanę (mam nadzieję) nowy i trochę potestuję. Obiecuję coś o nim napisać!

napisał Lukasz
22 komentarze